Szpagat na miarę możliwości

Od jakiegoś czasu spada mi noga z lewego podnóżka w wózku (mojej Tesli 😉), więc co jakiś czas proszę przypadkową osobę aby mi ją poprawiła (być może już trafiłem na Ciebie? 😉 ) Tak też stało się i tym razem, który Ci opisuje: Długa prosta droga wyłożona kostką (dla wózka dramat, dla mnie też), no i stało się, noga od drgania spadła mi ocierając się o koło, a wtedy do urazu krótka droga. Na tej drodze tylko ja i On – starszy Pan, na oko ze 120 na karku 😉 Nie było wyboru, więc ostrożnie zajeżdżam mu drogę (co by mi nie czmychnął) i kieruję ułożoną w głowie wiązankę słów: przepraszam bardzo Pana, czy może mi Pan ruszyć lewą nogę do przodu? Studwudziestolatek nachylił się do mnie i mówi: Co? Głośniej bo ja głuchy jestem! Jak Bóg mi świadkiem, nie przyszło mi do głowy, co się wydarzy po moich kolejnych słowach 😀 Krzyczę: może! mi! Pan! ruszyć! lewą! nogę! do! przodu! – aż się ptaki zerwały 😃 Chyba zbyt słabo zaakcentowałem „mi!” gdyż dziadzio się wyprostował, spojrzał na mnie z politowaniem, po minie było widać iż pomyślał “cóż za dziwne życzenie”, ale uczynił to bez mrugnięcia okiem. Rozkraczył się i wyprostował SWOJĄ lewą nogę maksymalnie daleko jak tylko może studwudziestolatek 😀 Kurtyna! #PoprawaŻycia #ZŻyciaWzięte #NieInteresujeMnieBycieZwykłąKaleką

Reklamy
%d blogerów lubi to: