Gdy umiera autorytet

Dzisiaj, gdy opadły już  emocje po śmierci Księdza Kaczkowskiego, mogę z większym dystansem podejść do tematu. Śmierć księdza skłoniła mnie, aby podzielić się z Wami kolejnym doświadczeniem.

W naszym życiu często mamy idoli – osoby, które nas motywują, które nas wspierają. Niestety zdarza się, że nasi mentorzy zawodzą nas na różne sposoby (tak jak np. ks. Kaczkowski, w odczuciu niektórych). Ja sam pamiętam jak mój idol ogromnie mnie rozczarował, długo po tym jak mnie najpierw oczarował :)

Poznałem Go wiele lat temu na spotkaniu wspólnoty katolickiej, od razu wpadł mi w oko (spokojnie, nie była to miłość). Wiedziałem podświadomie, że to będzie osoba, przed którą mogę się pozbyć wstydu, skrępowania itp., był pierwszą obcą mi osobą, która pomagała mi się ubierać, kąpać itp. Po prostu świetny gość jako opiekun, kolega, ba, nawet jako przyjaciel :) Jednocześnie okazało się, że ma świetną narzeczoną, nasza wspólna przyjaźń trwała lata. Ich ślub, wspólne wyjazdy, nie jeden sylwester w górach, morze wspólnie wypitego alkosoku :) On był świetnym partnerem, pierw dla swej dziewczyny, potem już żony, zawsze okazywał Jej wiele czułości, zrozumienia, taki “dusza człowiek”, wzór do naśladowania, wszyscy się Nim zachwycali. Między czasie pojawiły się Im dzieci, wszystko super, aż na pewnym naszym wspólnym spotkaniu WSZYSTKO się zmieniło. Cały obraz mojego bohatera runął niczym domek z kart. To było jak zderzenie ze ścianą przy pełnej prędkości. Para zaczęła sprzeczać się między sobą, najpierw o pieniądze, potem pojawił się zarzut, że Ona Go zdradza w pracy. Ja, próbując ratować sytuację, zabrałem Go na “męskie piwo”, na którym mój idol zaczął pikować w dół, aż roztrzaskał się u mych stóp. Powiedział, że nie kocha swojej żony, że na dzieciach Mu nie zależy, co więcej, uważa, że jedno z nich nie jest Jego. Po tych słowach coś we mnie pękło, skończył się zachwyt Nim, odtąd nie mówię o Nim jako wzorze do naśladowania. Mój bohater po prostu umarł, odszedł, pogrzebałem Go na dnie serca.

Oczywiście wszystkie oskarżenia z Jego strony były nieuzasadnione, na chwilę obecną jest trzeci potomek, żyją razem, mam nadzieję, że szczęśliwie, czego Im bardzo życzę!

Jak się pozbierać po stracie idola, mentora, naszego życiowego przewodnika? Ja poradziłem sobie w taki sposób, że nie zrezygnowałem z tego podejścia jakie mi pokazał, nie pozwoliłem by czas, który spędziłem wpatrując się w Niego poszedł na marne. Postanowiłem wycisnąć na maksa z tej przyjaźni i przyrzekłem sobie, że będę nadal czerpał z jego wskazówek, ale tylko tych, które były dobre i pozytywne.

Więc i Ty czerp ze swoich idoli samo co dobre, co pozytywne, to co Cię napędza! A to, że ktoś pewnego dnia weźmie ot tak i umrze, to nie ma powodu by się podłamać, każdemu się kiedyś zdarzy zejść z tego świata, ale do nas należy pielęgnować, rozwijać, ulepszać to, co pozostawiają nam po sobie. A to, że odeszli, to wcale nie znaczy, że im się nie udało, wręcz przeciwnie, stali się bohaterami, walczyli do końca, i walczą nadal, tylko teraz to my jesteśmy ich narzędziem do kontynuacji idei oraz wiary, którą zaszczepili w nas samych.

Ty sam też bądź idolem, walcz, pokaż, że można, że się da, bo warto!

Nie umieraj wraz ze swoim bohaterem, czekaj na kolejny mój tekst :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: